Wielki wóz
Gdy w bazyliańskiej celi wygnaniec i więzień
Patrzał w niebo ogromne, skamieniałe w grozie,
Jak dzisiaj - szumie liści, przez kraty gałęzi -
Świeciłeś mu nad głową, Wielki srebrny Wozie!
Już siedem gwiazd błyszczących na pustym obrazie
Wybiło północ czarnej, romantycznej nocy -
Na dziejowym zegarze zmieniają się straże
I sława jak chorągiew nad miastem łopocą.
Jak bezcennym kielichu szumiąca trucizna,
Krew musuje nam w sercu i słońcem owiewa;
Nie mamy nic prócz ziemi, zwierzęta i drzewa.
Wżeramy się jak krety w tłustą, lepką glebę,
Nurtujemy żelazem w drętwym drewnie ziemi,
Pracą maszyn huczących, warczących pod niebem,
Cwałujesz i kołujesz swym świecącym Wozem!
Jak tu stalowe koła i warczące śmigi
Obracają się równo i świecą w ciemności,
Tak ogromne gwieździste koło twej kwadrygi
Huczą, szumią i błyszczą na drogach wieczności
O, ręce nasze czarne i twarde jak węgiel,
Ręce białe od wapna, ręce - kły i młoty,
W trzewiach ziemi, jak w spazmie drapieżnej pieszczoty,
Doświadczyły prawdziwszej niż Twoja potęgi!
Ziemia, niebo, ryk burzy i cisza błękitu,
Wrzawa wieków, pochodów i zwycięstwa kurzawa
Jest jak otchłań bez granic, bez dna i bez szczytu
Jak Dziady i Walpurgia, jak miłość i sława.